Radek: W drodze powrotnej z wycieczki na Ha Long też wszystko szło nie tak, autobus jechał bardzo wolno co trochę mnie niepokoiło, bo z Hanoi wyjazd mieliśmy o 18:00. Jedziemy a tu nagle widzę że policjant nie przepuszcza nas prosto tylko kieruje na objazd (wypadek). Wtedy pomyślałem że nie jest dobrze. Po paru minutach można się było domyśleć że kierowcy nie mają pojęcia jak jechać tym objazdem…
Kilka razy zawracaliśmy a pilot ciągle gdzieś dzwonił. W końcu dojechaliśmy do małej miejscowości gdzie tubylcy chyba pierwszy raz widzieli tam autokar. Uliczki robiły się z każdą chwilą coraz węższe a manewry coraz trudniejsze. W pewnym momencie autokar całkowicie się zatrzymał i stanął na poboczu. Jak się okazało przed nami był już „wielki” korek w postaci dwóch ciężarówek w których nikogo nie było. Pilot znowu dzwoni gdzieś.
Jeden młody anglik wybrał się tam i obudził kierowców. Pomyślałem wtedy że może zdążymy na czas. Niestety po przejechaniu kilkuset metrów znowu stoimy. Uliczki wąskie na jedno auto a przed nami sznur samochodów w przeciwnym kierunku! Kierowca nie ma wyboru i musi gdzieś zjechać. Manewr wykręcania trwa kilkanaście minut, bawi i zarazem denerwuje.
Zbierają się tutejsi mieszkańcy obejrzeć ten niezwykły wyczyn. Nasz pojazd zahacza o drzewa i kable (mam nadzieje że telefoniczne). Proszę Age żeby nie dotykała metalowych elementów naszego pojazdu. Z drugiej strony autokaru stoi budynek który wyraźnie przeszkadza w manewrach. Kierowca z precyzją chirurga mija jego róg na ok 3 cm.
Wszyscy przerażeni robią zdjęcia przesuwającego się za szybą budynku. Udało się, jedziemy dalej. Wszyscy biją brawo, bo wyczyn był niezwykły. Szanse że zdążymy maleją. Podchodzę do pilota i proszę żeby zadzwonił do naszego Hotelu, że nie dojedziemy. Liczyłem że uda się anulować bilet i że nie stracimy pieniędzy. Dowiedziałem się, że jeśli dojedziemy na 19:00 to zdążymy. W dużo gorszej sytuacji były dwie dziewczyny które spóźnią się na samolot… Po kilku minutach znowu stoimy. Wychodzę z autokaru i oczom nie wierzę. Na drodze samopas biegają krowy a na dodatek połowa zajęta jest przez jakieś belki! Kilka osób zabrało się do oczyszczania drogi. Ruszamy… poszedłem na początek licząc, że może nagram ciekawy materiał. To co zobaczyłem zadziwiło mnie zupełnie. Kończy się asfalt i zaczyna wąska polna a właściwie polno –ryżowa droga. Wydaje się że autokar nie ma prawa się na niej zmieścić. Aga ma już wizje że zsuwamy się do rowu melioracyjnego po naszej prawej stronie. Kołyszemy się na dziurach, niektórzy filmują inni fotografują, jedni się śmieją inni są przerażeni. Pilot usuwa z drogi rowery i płoszy krowy – widok kosmiczny jak w starym filmie. Dwóch mężczyzn wychodzi przed nas i kieruje kierowcę tak żeby nie sunął się do rowu. (nagranie umieszczę już po powrocie). Z szybkością ślimaka pokonujemy kolejne nierówności. Wreszcie droga robi się szersza i zaczynamy jechać szybciej. Niestety już jest po 19 i przestaję liczyć że dziś wyjedziemy z Hanoi. Zbliżając się do miasta pilot mówi, że wysadzi nas w pewnym miejscu, z którego przyjedzie nas ktoś odebrać. Nie podając żadnych szczegółów wysadza nas w nieznanym miejscu. Stoimy czekamy, nie ma nikogo. Zatrzymała się taksówka, gości pokazuje na telefon i daje gestu do wsiadania. Pomyśleliśmy, że może właściciel Hotelu zamówił ją. Niestety nie możemy dowiedzieć się niczego bo taryfiarz ni w ząb po angielsku. Aga ustala przez telefon gdzie mamy jechać ale ma wrażenie że osoba, z którą rozmawia to nie nasz Pan z hotelu. Po kilkunastu minutach jesteśmy pod Hotelem. Właściciel zdziwiony naszym widokiem mówi, że miał nas odebrać jego brat i zawieść na dworzec autobusowy. Ręce nam opadły, byliśmy wkurzeni, bo pilot z autokaru był tak nieprecyzyjny w swoich opisach i wprowadził nas w błąd. Jest już dobrze po 19…
Zobacz inne wpisy:
Aktualizacja: Tekst poniżej można uz...
Jesteśmy już w Krabi, przejazd zajął nam...
Na ostatni dzień w Bangkoku zaplan...




























Przepiekne sa te wasze przygody
nie ma to jak spontan i odpowiednie reakcje. mam nadzieje ze noga Agi juz ok. cmooki
Fajnie że nas śledzisz
Noga goi się dość dobrze. Już za tydzień będziemy w Kr
ale staramy się o tym nie myśleć.